Radosna zabawa kredkami

Mogła zostać klasycznym grafikiem, tworzyć na przykład strony internetowe czy logosy. Posłuchała się jednak swojego wewnętrznego dziecka i wybrała docelowo ilustrację, do tego tę przeznaczoną do książek dla dzieci. Ola Szwajda tworzy barwne, fantazyjne, pełne ciepłego humoru prace, które w cudownym wręcz stylu ilustrują historie dla najmłodszego czytelnika. Sama również pisze. Przeglądając jej ilustracje trudno od nich oderwać wzrok. O tym jak się tworzy tak piękne rzeczy rozmawiamy z ich autorką.

Autor

Aneta Dolega

Zacznę od banalnego pytania. Dlaczego wybrałaś ilustrację jako formę wyrazu? I dlaczego głównie tę dla dzieci?

Właściwie to ilustracja wybrała mnie. Miałam być stuprocentowym grafikiem – kształciłam swój warsztat, by robić logosy, layouty i strony internetowe. Na drodze do tego stanęła mi ilustracja, która była całkowitym przeciwieństwem w mojej ówczesnej twórczości. Ilustracja miała w sobie to „coś”, otworzyła mi umysł na świat, kolory i nieograniczone możliwości.

Poprzez nią mogę przekazywać najróżniejsze myśli czy emocje. A dlaczego dla dzieci? Ponieważ przy pracy nad dziecięcymi książkami budzi się moje wewnętrzne dziecko, które się cieszy i ma radochę z tego, co robi. To daje mi ogromną frajdę i satysfakcję. Zdecydowanie wolę się w pracy bawić niż męczyć.

Jesteś absolwentką Akademii Sztuki. Twój dyplom „Jak TO ugryźć” czyli ilustrowany elementarz dla młodzieży, dotyczący edukacji seksualnej, trochę pozytywnie namieszał. Dlaczego wybrałaś taką tematykę, jak nad tym pracowałaś? Szczególnie patrząc na aktualną sytuację w naszym kraju, gdzie niestety ta część życia jest spychana na margines.

Czy namieszał? Tu mogłabym polemizować, ponieważ tak naprawdę mój dyplom nie ujrzał światła dziennego i nie zdążył jeszcze narobić kontrowersji wokół siebie. Tematyka publikacji podlega tabu i właśnie dlatego postanowiłam się jej podjąć. Lubię swój bezpieczny świat ilustracji dziecięcej, ale czasami mam ochotę namieszać i stworzyć coś ogólnie przekornego. Broniłam tytułu magistra i chciałam narzucić sobie coś ambitnego. Wydaje mi się, że napisanie i zilustrowanie elementarza seksualnego właśnie takie było. Przyświecała mi myśl, że mogę zrobić coś dobrego dla młodych ludzi i pouzupełniać niektóre luki w edukacji – sztuka ma tą niesamowitą moc, że potrafi w prosty sposób przekazywać skomplikowane rzeczy. W odniesieniu do sytuacji w Polsce, szara rzeczywistość jest taka, że wydawnictwa w obawie przed cenzurą boją się puścić moją książkę w świat, a przecież ona nie jest ani wulgarna, ani niestosowna. „Jak TO ugryźć” czeka na wyjście z szuflady i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości nadejdzie taki dzień, że jakieś wydawnictwo będzie chciało wykonać ze mną „pracę u podstaw” w temacie polskiej edukacji seksualnej.

Drugi projekt, o który chcę Ciebie zapytać to Twoje wspólne dzieło z Małgosią Narożną, czyli „FiKamy po Szczecinie”. Opowiedz mi coś więcej o nim.

„Fikamy po Szczecinie” to dzieło i pomysł Małgosi, właścicielki księgarni FiKa – ja tylko dorzuciłam swoje kredki do jej wizji. Małgosia chciała stworzyć coś, co zaciekawi dzieci podczas spacerów po naszym mieście. I tak powstała (rozbudowująca) się seria książek obrazkowych, w której to mali odbiorcy sami wymyślają własną fabułę. Brak tekstu daje nieograniczone możliwości do kreowania opowieści wśród pięknych i znanych miejsc Szczecina. To takie poznawanie otoczenia poprzez zabawę.

W sprzedaży są już dwa obrazkowe przewodniki – „Trasa Mewy” oraz „Trasa Bogusława”, nad kolejnymi pracujemy.

Jak się tworzy ilustracje pod czyjś tekst? Jak to wygląda w Twoim wykonaniu?

Wbrew pozorom łatwiej jest mi stworzyć coś pod czyjś tekst. Gdy pracuję nad czymś swoim, to zawsze towarzyszy mi uczucie, że mogę napisać coś inaczej lub lepiej – taka pogoń za doskonałością. Gdy dostaję tekst z zewnątrz, to mam z głowy ten proces i mogę skupić się wyłącznie na tym, co misie lubią najbardziej, czyli na ilustrowaniu. Pytasz jak to u mnie wygląda – odpowiadam: łatwo, prosto i przyjemnie. Gdy dostanę opowiadanie, to praktycznie od razu w głowie widzę, jak ma ono finalnie wyglądać. Siadam do szkicownika i przelewam wizję na papier. Zazwyczaj wykonuję jedną ilustrację w wybranej technice i przekazuję autorowi do akceptacji. A potem to już z górki, siadam przy biurku i bawię się kredkami oraz programami graficznymi w komputerze. Zazwyczaj autorzy zlecają mi także skład tekstu, więc mam całkowitą kontrolę nad rozmieszczeniem typografii względem ilustracji. Wtedy mogę czerpać radość z całościowego tworzenia pięknych książek.

Próbuję sobie przypomnieć swoje ulubione ilustracje z książek, które towarzyszyły mi w dzieciństwie i przychodzą mi te z baśni Andersena. Był też taki rodzaj książek, które się rozkładało, można było poruszać postaciami. Będziesz chyba lepiej ode mnie wiedziała jak ta forma się nazywa… Dlaczego ilustracja jest ważna w książce, pomimo iż to wyobraźnia ma działać?

Książki, o których wspomniałaś, to książki ruchome (z otwieranymi, przesuwanymi elementami) oraz pop-up (z wyskakującymi, przestrzennymi obiektami) – obie formy są dość wymagające w przygotowaniu. Trzeba wszystkie elementy dokładnie ze sobą spasować, żeby działały prawidłowo. A odpowiadając pytaniem na pytanie: kto powiedział, że w ilustrowanych opowieściach wyobraźnia nie działa lub działa mniej intensywnie? Odbiorca może sam wykreować swoją wizję na podstawie tekstu lub też wspomóc się wyobrażeniem ilustratora i na jego bazie tworzyć kolejne obrazy w głowie. Ilustracje nadają też niesamowity klimat, pozwalają całkowicie się w nim zanurzyć i najzwyczajniej w świecie cieszą oko. Pół żartem, pół serio są też ratunkiem dla czytelników, którzy są zmuszeni do przeczytania nieciekawej książki – dzięki nim jest mniej stron z tekstem (śmiech).

Jako ilustratorka i autorka okładek, co myślisz o zdaniu,  że książek nie należy oceniać po okładce? Uważasz, że dobra okładka może przyciągnąć czytelnika?

Nie ma co ukrywać, że przecież kupujemy oczami. Najpierw coś musi zwrócić naszą uwagę, żebyśmy się tym bardziej zainteresowali. To samo w przypadku książek – piękna lub nietypowa okładka będzie głośniej do nas krzyczeć z półki, aby wziąć ją do ręki. Oczywiście nie jest to reguła, wszystko zależy też od tego jaki mamy gust czy ogólną estetykę. To, co dla jednego jest piękne, dla drugiego jest przysłowiowym „dwa na dziesięć”. Jednak ważne jest to, żeby za dobrą okładką stała też dobra treść, bo nieraz można się na tym przejechać. Ja osobiście kocham piękne okładki. Kupuję wszystkie, które wpadną mi w oko, a potem nie mogę się nadziwić, że moja biblioteczka pęka w szwach. Jedni zbierają buty i torebki, ja książki dla dzieci (śmiech).

Projekt – marzenie?

Może to banalne, ale każdy projekt jest tym wymarzonym. Kocham robić to, co robię i cieszę się z każdej powierzonej mi książki. Nie ma znaczenia czy są to opowiadania o liskach, pieskach czy dinozaurach – wszystkie są tak samo cudowne. Najlepsze jest to, że w każdym projekcie mogę użyć innego warsztatu i stale się rozwijać. To chyba nazywa się pasja i powołanie do bycia ilustratorem. Moim wielkim marzeniem jest założenie własnego wydawnictwa, w którym wydawałabym napisane i zilustrowane przez siebie książki dla dzieci. Mam już mnóstwo pomysłów czekających na realizację. Do tego dążę, zobaczymy, jak mi to wyjdzie.

Dziękuję za rozmowę.

 

ilustracje: Aleksandra Szwajda

Prace Oli w Internecie: www.behance.net/olaszwajda

IG / ola.szwajda_illustration