cZŁOwiek to brzmi…

Autor

Szymon Kaczmarek

Zabrnęliśmy. Prawdopodobnie już zbyt daleko, by móc zawrócić. Prawdopodobnie, to wcale nie jest jeszcze kres tej drogi. Niewykluczone, że już ją przechodziliśmy. Ze skutkiem wykluczającym najmniejsze nawet ślady naszego pobytu na Ziemi. Historia ludzkości wcale nie jest taka oczywista. Jednak, nawet ona, ta oficjalna i obowiązująca, naznaczona jest złem, krwią i śmiercią. Na nic pieśni poetów, mozaiki zapierające dech w piersiach, budowle zachwycające swoim pięknem. Na nic delikatne dźwięki fletów, bezbronne uśmiechy dzieci. Stąpamy po Ziemi krwawym śladem drogę swoją znacząc. Zostawmy czasy odległe i mogiły w pył rozsypane. Zostawmy winy dziadów naszych i ojców. Skupmy się na dniu obecnym, na wiadomościach ekranów, na globalnych wieściach, do których dostęp ot, tak, na wyciągnięcie ręki, na przyciśnięcie kciuka.

Jeszcze wczoraj, któż z nas zainteresowany był tragedią humanitarną w Jemenie, gdzie dzieci wciąż giną i od kul i tak po prostu, z głodu? Kogo obchodzi los Libijczyków żyjących na terytorium pozbawionym jakichkolwiek zasad i struktury państwowej? Miliony uchodźców syryjskich wciąż żyją poza swoimi domami. Dramat mieszkańców wschodniej Nigerii, Mali, Sudanu, Afganistanu… to tak daleko. Tak niewyraźnie. „Wyłącz telewizor, do Lidla trzeba iść, zakupy zrobić…”.

Aż pewnego dnia, tak tuż na przedwiośniu, w czasie pełnym nadziei na poprawę pogody i nowe wakacje, Świat zapukał do naszych drzwi.

Darfur, Jemen, Mali, Syria…Ukraina. Z dnia na dzień, bez zaproszenia i oczekiwania na wizytę. Są tu wszyscy w naszych domach. I już zdajemy się wiedzieć co kryje się pod słowami, półmilionowy obóz uchodźców syryjskich na terenie Libanu, czy ćwierć miliona Kurdów zmuszonych do opuszczenia swoich domów…

Bo w gruncie rzeczy, jaka jest różnica między czteroletnim Saszką z Ukrainy, a czteroletnim Bashirem z Kurdystanu? Jedyna jaką widzę to bezpieczna dla nas odległość zdarzeń, powodujących taką samą śmierć jednego i drugiego.

Pisząc cZŁOwiek, zwiększyłem tylko wielkość trzech liter.

By powrócić do dawnej pisowni potrzeba o wiele większego wysiłku niż prosty zabieg komputerowych ustawień.

Wysiłki międzynarodowych instytucji i różnych gremiów powołanych do przywrócenia właściwego znaczenia temu słowu, przywodzą mi na myśl hipodrom. Miejsce, w którym dokonuje się woltyżerki na najwyższym poziomie hipokryzji. Miejsce, gdzie ekonomia wygrywa z humanizmem, a doraźne interesy z przyzwoitością. ONZ skompromitowała się tak wiele razy, że trudno było by wyróżnić którykolwiek przypadek jej bezradności. UE, NATO, USA tak „zaangażowane” w próby rozstrzygnięcia wojny w Ukrainie, swoją bezradnością udowodniają, że, podobnie jak ONZ, to tylko puste literki. Nawet pisane wielką literą. Bo czymże są sankcje energetyczne wprowadzane na początku kwietnia, mające wejść w życie w sierpniu? Czym wysyłanie hełmów miast pocisków? Czym hamowanie podejmowania decyzji, wyłamywanie się z wielogłosu poparcia dla Ukrainy lub zgoła wstydliwe milczenie?

Na łeb powinien wam politykom spaść ten ogrom nieszczęść. Na wasz łeb i nieskazitelne, spokojne domy… cZŁOwiek brzmi dziś bardzo wstydliwie. Smutne, bo tyczą

te słowa nas wszystkich. ZŁO zaczyna się w nas. W nas się rodzi i to my je pielęgnujemy, karmimy. Każdym gestem milczącej obojętności. Każdą akceptacją ZŁA, przyzwoleniem na nie. Gdziekolwiek by nie miało miejsca, kogokolwiek by nie dotyczyło. Małe lub większe, ZŁO pozostaje ZŁEM i ma swoich karmicieli. Dlatego wszędzie tam, gdzie kiełkuje najmniejsze ziarenko DOBRA, nie powinno nas zabraknąć. Pochylonych z troską nad tą zdziubinką, dbających o naszą jakże niepewną przyszłość.