Przygoda pod żaglami

12-10-2010

Samotny rejs, sztormy, szkwały, fale, mgła i deszcze. Męska przygoda, a w perspektywie szansa na zdobycie sławy. To wszystko przeżyli niedawno dwaj szczecińscy żeglarze.

14 dni na pełnym morzu, 800 przebytych mil morskich, 2 godziny snu na dobę. Tak w liczbach wyglądała samotna wyprawa żeglarska szczecińskiego prawnika Mikołaja Mareckiego dookoła Gotlandii.

Jego wyczyn docenili inni żeglarze i postanowili wyróżnić Mareckiego nagrodą za „Rejs Roku”.

- Zazwyczaj nagrodę otrzymuje zwycięzca regat Unity Line, ale tym razem postanowiliśmy przyznać ją Mikołajowi – mówi Piotr Stelmarczyk, żeglarz, organizator regat Unity Line. - Projektowi przychylił się Mariusz Fryska, dyrektor Świnoujskiego OSiR-u, który ufundował nagrodę.

Jak mówi Piotr Stelmarczyk, Marecki dokonał rzeczy niezwykłej i bardzo trudnej. Akwen Morza Bałtyckiego należy do jednego z najtrudniejszych, nawet sławny polski żeglarz Krzysztof Baranowski z respektem wyraża się o żeglarzach - samotnikach odbywających podróże po wodach Bałtyku.

- Jest mi bardzo miło, zważywszy na fakt, że w tym roku odbyło się tak wiele wspaniałych wypraw samotników, które w moim uznaniu były prawdziwym wyczynem - mówi Marecki. - Nie uważam żebym dokonał rzeczy niezwykłej, niemniej cieszę się, że udało mi się zrealizować swoje marzenie.

Marecki wypłynął z portu w Świnoujściu 2 lipca, do Szczecina wrócił 16 lipca. Jak mówi najtrudniejszy moment wyprawy był wtedy, gdy zepsuł mu się samoster. Przez całą dobę nie spał, nie jadł i na dodatek dopadła go burza -wiało z siłą 7 stopni w skali Beauforta.

- Jeżeli dodamy do tego, że dwa dni wcześniej upadłem I na jachcie złamałem cztery żebra, to faktycznie można uznać to za kryzys - śmieje się Marecki.- Lecz nie poddałem się i dokończyłem rejs. Oficjalne wręczenie nagrody odbędzie się 15 października w szczecińskim Klubie Żeglarzy Samotników.

Kolejny żeglarz, Radosław Kowalczyk ze Szczecina wyruszył na swoim małym jachcie "Mini Transat" ze Świnoujścia do Górek Zachodnich na Pomorzu Gdańskim. Zamierzał pobić ustanowiony trzy lata temu rekord tej trasy, wynoszący 22 godziny, a należący do jachtu "Duży ptak". Rejs rozpoczął 19 września o 15ej, do celu dobił następnego dnia o 23 – 28.

Pogoda nie sprzyjała podróżnikowi. Aby przetrwać, musiał bezustannie wylewać wodę z kadłuba, dodatkowym utrudnieniem obok wysokich fal była mgła.

Rekordu prędkości załóg jachtowych na tej trasie żeglarz pobić nie zdołał, jednak pobił ustanowiony dwa lata temu rekord należący do samotnych żeglarzy, należący do Edwarda Zająca (80 godzin). Radosław Kowalczyk przeżył niezapomnianą, żeglarską przygodę

- Mój jacht wpadał w duże drgania, zdarzały się ogromne fale, było ekscytująco, ale i niebezpiecznie – wspomina Kowalczyk. – W pewnym momencie, podczas porywistego wiatru, straciłem jeden z żagli i przez czterdzieści pięć minut musiałem wyławiać jego resztki.

Po dotarciu do mety Radosław Kowalczyk był spragniony cywilizacji. – Przywitali mnie przyjaciele, zapewnili normalne łóżko, wannę z ciepłą wodą… a więc luksusowe warunki – wspomina Kowalczyk. imj/mp

 


Nowy Numer

gajda