Helena Majdaniec Najpiękniejsze oczy Lazurowego Wybrzeża

Kto nie zna piosenek „Rudy Rydz” czy „Zakochani są wśród nas” Heleny Majdaniec? Była nie tylko wybitną artystką – najpierw królową twista, a później charyzmatyczną wykonawczynią nostalgicznych ballad, ale też ikoną mody lat 60. i wizytówką Szczecina.

Autor

Rafał Podraza

galeria

Helenie Majdaniec udało się też to czego nie dokonało – mimo prób – wiele innych naszych gwiazd: odnosiła sukcesy zagranicą. Dzisiaj głośno jest o innej wielkiej polskiej piosenkarce Annie German, za sprawą emisji serialu poświęconego jej życiu. Kariera Majdaniec też kiedyś z pewnością zostanie wykorzystana w scenariuszu filmowym. Bo kiedy German zdobywała Włochy, to Majdaniec rzucała na kolana Paryż.

Fortepian, chór i jazz

Przyszła Paryżanka do Szczecina przyjechała z Wołynia, zaraz po wojnie wraz z rodzicami i dwójką rodzeństwa.

– Zainteresowania muzyczne wyniosła z domu – zaczyna swoją opowieść o szwagierce Andrzej Babiński, szczeciński dziennikarz. – Jej ojciec był utalentowanym klarnecistą. Wiedzę muzyczną zdobywała najpierw w domu, potem w podstawowej i średniej szkole muzycznej w Szczecinie. Choć wykazywała duże uzdolnienia w grze na fortepianie, to jej prawdziwą pasją stała się piosenka. Zafascynowana Brendą Lee, Connie Francis i jazzem, jako licealistka, zadebiutowała w 1957 roku na scenie szczecińskiego Akademickiego Teatrzyku „Skrzat”. Jej duże możliwości wokalne docenił wówczas Jan Szyrocki angażując ją w pod koniec lat pięćdziesiątych do Chóru Politechniki Szczecińskiej. 

– Niewątpliwym przełomem w karierze Heleny Majdaniec było wzięcie udziału w eliminacjach konkursu „Szukamy Młodych Talentów” – kontynuuje szwagier. 

Po wygraniu eliminacji rozpoczęła współpracę z Czerwono – Czarnymi. Niedługi czas potem, dosłownie na chwilę, została organistką w żeńskim zespole Klipsy, który akompaniował Mieczysławowi Foggowi. W zespole poznała kompozytorkę Katarzynę Gärtner. 

– Może to dzisiaj dziwić – mówi Mariola Pryzwan, biografka Anny German. – Ale największy przebój German „Tańczące Eurydyki”, autorstwa Gärtner trafił najpierw do Heleny Majdaniec… to ona była jego pierwszą wykonawczynią! Na szczęście dla German, piosenka w interpretacji szczecinianki nie zaistniała. 

Latem 1962 roku Majdaniec znalazła się w finałowej „Złotej dziesiątce” I Festiwalu Młodych Talentów. I tak narodziła się „Królowa twista”. Wkrótce razem z Karin Stanek wystąpiła na II Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie.

Majdaniec stała się niezwykle popularna. – Helenę poznałem w „Skrzacie”, gdzie występowała – wspomina poeta Ireneusz Szmidt. – Mimo rozwijającej się kariery w kraju, nadal wpadała do nas, do „Skrzata”, „Pinokia” i „Pimpusia”. Zawsze otwarta i uśmiechnięta. Nie miała nic z gwiazdy.

 

Z Warwick i Wonderem

 

W grudniu tego samego roku, na zaproszenie dyrektora słynnej paryskiej Olympii, Bruno Coquatrixa, wyjechała do Paryża, by wystąpić w międzynarodowym programie „Idole młodych”. Dzięki zmianie wizerunku, którego autorką była córka Bruno, Patrycja, wzbudziła zachwyt samego Gilberta Becaud! – Francuska prasa okrzyknęła mnie „Najpiękniejszymi oczami Lazurowego Wybrzeża”. – Wspominała w wywiadzie radiowym z 1996 roku artystka. – W Olympii występowałam obok Dionne Warwick i Stevie’go Wondera. Wtedy także z Niemenem udzieliłam pierwszych wywiadów dla Radia Europa 1, Radia Madryt, a przede wszystkim dla otoczonego w Polsce kultem Radia Luksemburg! – nie bez dumy wspominała na antenie radia Plus.

W 1964 roku śpiewała w Szwecji. Rok później ponownie wzięła udział w sopockim festiwalu – zaśpiewała tam swój wielki przebój Zakochani są wśród nas. Autor tekstu – Janusz Kondratowicz, wspomina: – Pewnego dnia, padało strasznie, przyszła do mnie z Jurkiem Matuszkiewiczem młodziutka dziewczynka. Oczywiście wiedziałem kim jest, bo była wówczas już znana. Jurek poprosił mnie bym napisał dla niej piosenkę. Była chyba po jakimś miłosnym zawodzie, bo nie potrafiła ze mną normalnie rozmawiać o związkach. A ja, jak na złość, chciałem pisać wtedy tylko o miłości. Mimo oporów dała się namówić na zaśpiewanie Zakochanych – opłaciło się. Piosenka szybko stała się hitem i jej wizytówką. 

Niezwykle ważny w karierze estradowej piosenkarki był rok 1967. Tourne po Polsce, Bułgarii, Czechosłowacji i w Związku Radzieckim, ugruntował jej pozycję w Polskiej piosence. 

 

Aktorka i dama

 

W 1967 roku w ankiecie „Rytm i Piosenka” Helena Majdaniec zajęła czwarte miejsce na najlepszą wokalistkę roku. Wyprzedziły ją Ada Rusowicz, Ewa Demarczyk i Kasia Sobczyk. Z zespołami Bogusława Klimczuka i Piotra Figla nagrała dwie, zresztą jedyne, jak się potem okazało, polskie płyty. Na przestrzeni zaledwie kilku lat repertuar artystki ewoluował od szybkich twistowych brzmień do nastrojowych piosenek i ballad, w których niebagatelną rolę odgrywał tekst. Zmianie uległ także image piosenkarki. Z dynamicznej młodej dziewczyny przeistoczyła się w damę, w zawsze elegancko skrojonych kreacjach. Dla wielu dawnych sympatyków jednak na zawsze pozostała „Królową twista”, osobą na której w szalonych latach sześćdziesiątych wzorowały się polskie dziewczęta zarówno w sposobie ubierania, (jako pierwsza w Polsce odważyła się występować w mini), jak i uczesania.

 Helena występowała też w filmach. – Były to epizody, ale była z nich szalenie dumna – z uśmiechem mówi pan Andrzej. – Wystąpiła z Cybulskim w „Zbrodniarzu i pannie”. Zagrała tam siebie. Potem wystąpiła w dramacie psychologicznym Ktokolwiek wie w reżyserii Kazimierza Kutza. Pojawiła się także dwukrotnie na ekranie w produkcjach zagranicznych. Zagrała w muzycznej komedii produkcji NRD i w mini serialu Ci i inni w reżyserii Claude’a Leloucha. 

W połowie lat 60. rozpoczęła współpracę z zachodnioniemiecką stacją telewizyjną WDR. 

Nastrojowy Paryż

– Wiosną 1968 roku Helena w ramach stypendium PAA Pagart wyjechała do Paryża – mówi Andrzej Babiński. – Postanowiła tam zostać na stałe. Z powodzeniem zaczęła występować w paryskich lokalach, w „Szeherezadzie” i w „Rasputinie”. Później związała się z „Carewiczem”, jednym z najbardziej snobistycznych lokali francuskiej stolicy. Tam śpiewała sentymentalne ballady i rosyjskie romanse, zdobywając sobie we francuskiej stolicy, a byłem tego naocznym świadkiem, dużą popularność. 

Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jako Helena, a później Helena Madanec, nagrała dla wytwórni Philips trzy single. Wkrótce jednak kontrakt z nieznanych przyczyn zerwano. Dorywczo współpracowała z radiem i telewizją francuską. Nie były to jednak występy na miarę talentu piosenkarki, ale pozwalały egzystować. Mieszkając we Francji, sporo koncertowała, wystąpiła m.in. w Kanadzie, Algierii, Kuwejcie, Maroku, a także w Niemczech. Przez jakiś czas występowała w „Cabaret Russe” w Szwajcarii. Na zaproszenie Polonii odwiedziła także kilkakrotnie USA. 

– Po śmierci brata i ojca w 1991 roku, Helena zdecydowała się na powrót do Polski, do Szczecina. 16 stycznia 2002 roku wystąpiła w Rozmowach w toku, zapowiadała w nim swój rockowy come back. Niestety z planów nic nie wyszło… Helena Majdaniec zmarła nagle dwa dni później. 

– To ta mordercza podróż ją wykończyła – kończy ze smutkiem Andrzej Babiński. – Do Krakowa poleciała samolotem, potem wielogodzinne nagranie w telewizji, hotel i pociąg do Szczecina… 

Majdaniec została pochowana na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie. Jej imię nosi Teatr Letni.

Prestiż magazyn szczeciński
2( 60)
Maj'13
gajda