Lubinus – prawie jak Leonardo

Lubimy opowieści o naukowcach i wielkich umysłach. Interesuje nas na przykład Leonardo da Vinci, Albert Einstein czy Stephen Hawking. Nie każdy jednak wie, że z zachodniopomorską ziemią także związany jest niezwykły uczony. Eilhard Lubinus, właściwie Eilhard Lübben, autor Wielkiej Mapy Księstwa Pomorskiego, był mężczyzną o wielu talentach, prawdziwym człowiekiem renesansu.

Autor

Karolina Wysocka

galeria

Nasz słynny kartograf, a także matematyk, filolog, poeta, teolog, nauczyciel i mówca… Miłośnik nauk ścisłych, humanistycznych, społecznych oraz przyrodniczych. Uważny obserwator, doceniony jeszcze za życia. Kim tak naprawdę był Lubinus? Jakie miejsce w jego życiu faktycznie zajmowała kartografia? Być może tutaj znajdziecie odpowiedź. 

Bystry syn pastora

Lubinus urodził się w marcu 1565 roku w hrabstwie Oldenburg. Był synem pastora i już jako dziecko wyróżniał się bystrością umysłu. Dzięki staraniom ojca otrzymał stypendium hrabiego Johanna VII von Oldenburg, które pozwoliło mu na podjęcie studiów. Zdobywał wiedzę na najlepszych uczelniach niemieckich. – Studiował kolejno w Lipsku, Kolonii, Helmstudt, Strassburgu, Jenie, Marburgu i Rostocku – zaznacza dr Marzena Maria Głodek w publikacji „Lubinus mniej znany”, wydanej przez szczeciński zamek. Świetnie się uczył i odnajdywał na wszystkich zajęciach. Ostatecznie związał swoją zawodową oraz naukową karierę z Rostockiem. Jak zaznacza dr Głodek, uzyskał stopień magistra sztuk wyzwolonych, później doktora teologii, a następnie został profesorem poezji. Co więcej, nie tylko naukowo zajmował się liryką, sam też podejmował literackie próby. Wtedy chyba nikomu się nawet nie śniło, że ten człowiek w przyszłości stworzy arcydzieło pomorskiej sztuki kartograficznej. 

Człowiek pióra

Lubinus na początku swojej kariery akademickiej zajmował się głównie pracami filologicznymi. Publikował opracowania oraz komentarze do tekstów poetów antycznych. Dr Agnieszka Borysowska, filolog klasyczna i bibliolog, w tekście „Eilhard Lubinus i muza rzymska” podkreśla, że uczony interesował się zarówno twórcami rzymskimi, jak też greckimi. Przygotowywał edycje, przekłady ich dzieł. Wśród poetów, którymi się zajmował byli m.in. Horacy, Juwenalis, Anakreont, Persjusz i Teokryt. Uczony opracował również słownik grecko-łaciński, który był lubianą, wielokrotnie wznawianą pomocą szkolną. – Doczekał się 11 wydań jeszcze za życia autora i wielu wznowień po jego śmierci, także poza granicami państw niemieckich – podkreśla w publikacji zamku dr Marzena Głodek.

Co ciekawe, Lubinus spośród antycznych poetów najbardziej cenił satyryków. Dr Borysowska podkreśla, że ich wiersze przede wszystkim obnażały ludzkie słabości i głupotę, piętnowały upadek obyczajów. Eilhard zaś pochwalał dydaktyzm. Uważał, że trzeba innym pokazywać drogę prowadzącą ku właściwym wartościom. Sam też pisał, choć jego dorobek jest dość skromny. Uczony chwytał za pióro raczej okazjonalnie. Wzorował się na swoich wielkich poprzednikach antycznych. Pisał wiersze okolicznościowe oraz satyry. Dr Agnieszka Borysowska podkreśla, że wzorem poetów starożytnych wierzył w unieśmiertelniającą moc poezji. W swoich wierszach upamiętniał np. pomorskich książąt, przyglądając się burzliwej epoce. Być może był to nie tylko wyraz kurtuazji wobec koronowanych głów, które często były mecenasami sztuki oraz nauki, ale też troska o upamiętnienie dynastii Gryfitów i zapewnienie im dzięki poezji wiecznego życia, choćby na kartach ksiąg.  

Nauczyciel duchowy

Lubinus, jako profesor poezji oraz teologii, łączył naukę ze sprawami duchowymi. Napisał rozprawę inspirowaną poglądami platońskimi i chrześcijańskimi. Był to traktat o przyczynach zła. Dr Głodek podkreśla, że był bliski myślami św. Augustynowi. Podobnie jak on uważał, że zło to nieobecność dobra. Warto przy tym zaznaczyć, że rostocki profesor, pracujący na protestanckim uniwersytecie, nie bał się stawiać śmiałych tez, a jego przemyślenia wywołały w akademickim świecie prawdziwą burzę. Oskarżano go nawet o herezję, co było w tamtych czasach niezwykle poważną sprawą. Na szczęście, światły uczony umiał przekonująco przedstawiać swoje poglądy. Mimo, że nie wszyscy się z nim zgadzali, był powszechnie szanowany. Współcześni mu ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że mają do czynienie z jednostką niezwykłą. 

Lubinus przez całe życie zawodowe był nauczycielem. Wybierano go nawet kilkukrotnie na stanowisko rektora rostockiego uniwersytetu. Dbał nie tylko o osoby związane z uczelnią, prezentował wysoki poziom kultury osobistej, ale też chciał ułatwiać innym naukę. – Zalecał, aby podręczniki zawierały łączące się z tekstem obrazki – tę informację przeczytamy m.in. w opracowaniu hasła „Eilhard Lubinus” na stronie encyklopedii internetowej pomeranica.pl. Jednak nie samą nauką człowiek żyje, a uczony prócz strawy duchowej i umysłowej, doceniał też rozkosze życia doczesnego.

Uczony mąż

Eilhard, mimo, że pochłonięty sprawami nauki, poezji oraz religii, miał też życie uczuciowe. – Toczyło się także w rostockim środowisku akademickim – podkreśla dr Marzena Głodek. Był dwukrotnie żonaty. Kiedy pierwsza małżonka zmarła, ożenił się z Cathariną Laurenberg. Koledzy akademicy żartowali wtedy z różnicy wieku między parą, dodając, że z pewnością młodsza i piękniejsza połówka ożywi Lubinusa. Tak też się stało. Małżeństwo doczekało się dziewięciorga dzieci! Co więcej, druga żona Eilharda była córką profesora medycyny i wyższej matematyki, miała też uczonych braci, o podobnych zainteresowaniach co nasz naukowiec. Nastąpił więc zwrot nie tylko w życiu rodzinnym, ale też zawodowym uczonego. – Znaczenie rodziny Laurenbergów w biografii Lubinusa mogło być bardzo duże – czytamy na stronie encyklopedii pomeranica.pl. Eilhard zaczął bowiem żywiej interesować się kartografią dopiero, kiedy związał się z Cathariną. Być może toczył długie rozmowy naukowe z jej braćmi, którzy jak on byli teologami oraz filologami, ale także matematykami oraz autorami map?

To jest właśnie najbardziej zaskakujące w naszym uczonym. Lubinus, dziś znany dzięki słynnej mapie Pomorza, człowiek, który ocalił od zapomnienia dawny obraz tych ziem, nie podchodził do kartografii stricte naukowo. – Przypuszcza się, że uczony poświęcał się tym czasochłonnym pracom niejako hobbystycznie, w czasie wolnym od innych zajęć – wyjaśnia dr Borysowska, w opracowaniu „Gabinet Lubinusa” na stronie internetowej szczecińskiego zamku. – Lubinus był kartografem praktykiem – dodaje w publikacji „Lubinus mniej znany” dr Głodek. Nie pozostawił po sobie żadnej naukowej rozprawy z zakresu geografii i kartografii Pomorza. Mimo to, z jakiegoś powodu, to właśnie jemu sporządzenie mapy tych ziem zlecił inny światły umysł, książę Filip II.

Wirtuoz kartografii 

Lubinus był człowiekiem o szerokich horyzontach. Filip II musiał to doceniać. Książę był bibliofilem, kolekcjonerem dzieł sztuki oraz mecenasem. Zygmunt Boras w książce „Książęta Pomorza Zachodniego” nazywa go „uczonym na tronie”. Gryfita szerzył kult oświaty i nauki. Interesowała go historia ojczystego kraju. Stworzenie dzieła poświęconego Pomorzu w pewnym momencie stało się dla niego celem życia. Wiedział od swojego kuzyna, Filipa Juliusza, że profesor rostocki zrobił już na zlecenie tamtego szczegółową mapę Rugii. W 1610 roku zlecił uczonemu sporządzenie dzieła poświęconego całemu pomorskiemu księstwu. – Mapa pierwotnie miała mieć charakter atlasu. W czasie pomiarów Lubinus doszedł jednak do wniosku, że łatwiej będzie wykonać mapę w dużym formacie – zaznacza Zygmunt Boras w publikacji „Książęta Pomorza Zachodniego”. Rostocki profesor podszedł do tego zadania bardzo poważnie. Realizacja tego przedsięwzięcia zajęła mu kilka lat.

Nasz uczony najpierw zgromadził materiał źródłowy. Odwiedzał archiwa, przeszukiwał dawne opracowania, sporządzał notatki. Później zabrał się do pracy w terenie. Podróże pomiarowe odbywał z pomocnikiem, a z tych wypraw powstał dziennik. Lubinus przemierzył Pomorze wzdłuż i wszerz. Dokonywał pomiarów różnymi przyrządami, wspinał się na wieże oraz wzgórza. Wykonywał wyliczenia. – Uczony przebył około 1500 kilometrów, wraz ze swoim pomocnikiem wybrał 58 miejsc pomiarowych, z których dokonał obserwacji 5800 punków – podkreśla dr Głodek w publikacji wydanej przez szczeciński zamek. Wszyscy wiedzieli, że profesor wykonuje niezwykle ważne zadanie. Książę Filip starał się, by naukowiec miał jak najlepsze warunki pracy. Zobowiązał swoich urzędników do udzielenia uczonemu wszelkiej pomocy, także pozostali przedstawiciele dynastii Gryfitów wspierali to przedsięwzięcie. Podczas podróży Lubinus był goszczony na pomorskich dworach, np. obiadem poczęstowano go na zamku w Słupsku, a w darłowskiej rezydencji przyjęto naukowca niezwykle okazale. Książę Filip II z niecierpliwością czekał zaś na ukończenie mapy. Nie zdążył zobaczyć zamówionego przez siebie dzieła, śmierć zbyt szybko zabrała go z tego świata. Dziś mówi się jednak, że mapa Lubinusa to wspaniały pomnik wystawiony temu władcy. Pierwsze egzemplarze dzieła nasz uczony przekazał zaś pod koniec 1618 roku kuzynowi mądrego księcia: Filipowi Juliuszowi. 

Sama mapa, owoc współpracy dwóch światłych umysłów, Lubinusa i księcia Filipa II, wzbudziła zachwyt wszystkich. Od razu zauważono, że jest wielkim osiągnięciem kartograficznym. – Lubinus starał się na swej mapie umieścić możliwie jak najwięcej elementów topograficznych Pomorza. Oprócz linii wybrzeża i granic, naniósł na dzieło zatoki, jeziora, lasy, rzeki, wzgórza, miasta, wsie, a nawet drogi, wiatraki, owczarnie i przydrożne karczmy  – wymienia Zygmunt Boras w swojej książce. Poza walorami geograficznymi, mapa wyróżniała się też estetyką, pięknymi graficznymi rozwiązaniami oraz walorami artystycznymi, a także historycznymi. Umieszczono na niej nawet malarskie widoki miast, drzewo genealogiczne dynastii Gryfitów oraz opis Pomorza. Była połączeniem wiedzy i sztuki. Doczekała się wielu wydań, stanowiła bazę dla późniejszych kartografów. Obrazowała świetność Gryfitów. – Była świadectwem potęgi dynastii, jej wielowiekowego panowania i świetnych koneksji  – podkreśla dr Głodek w publikacji „Lubinus mniej znany”. Dziś jest uważana nie tylko za arcydzieło kartografii, ale też bezcenne źródło wiedzy historycznej. – Gdyby nie mapa Lubinusa, nie można by było dowiedzieć się, jak wyglądały pomorskie miasta przed walkami pustoszącymi Europę w I połowie XVII wieku – czytamy w tekście „Arcydzieło i świadectwo epoki…” na stronie lubinus.pl. Kopie dzieła są w pomorskich muzeach. Doskonale zachowany egzemplarz mapy z 1758 roku znajduje się też na szczecińskim zamku, w Gabinecie Lubinusa. Co ciekawe, sam autor, pod wpływem książęcego zlecenia, poświęcił się  prawie wyłącznie naukom ścisłym, matematyce i geografii. Dalej był rektorem w Rostocku. Tam też zmarł w czerwcu 1621 roku. Wspominano go jako człowieka o bystrym umyśle, godnego, prawego i szczerego. 

Wszystkie oblicza naukowca

Podobno do dziś zachowało się kilkadziesiąt egzemplarzy Wielkiej Mapy Księstwa Pomorskiego z I i II wydania. Mówi się, że w obiegu antykwarycznym cena dobrze zachowanego dzieła Lubinusa może dochodzić nawet do stu tysięcy złotych! Podziwiając słynną mapę w muzeach lub przestrzeni internetowej, warto pamiętać o tym, kto za nią stoi. Lubinus był nie tylko kartografem. Z pewnością, słynna mapa Pomorza, nie byłaby też tak wyjątkowa, gdyby nie jego otwarty umysł oraz różnorodne zainteresowania. Profesor z rostockiej uczelni, uczony ceniony przez naszych pomorskich książąt, do dziś inspiruje naukowców, dydaktyków, filozofów i nie tylko! Każdy z nas może w jego postaci oraz życiorysie znaleźć coś intrygującego.

 

mat. graficzne: Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie, Wikipedia 

źródła: „Eilhard Lubinus i muza rzymska”, dr Agnieszka Borysowska, Przegląd Zachodniopomorski, 2019; „Lubinus mniej znany”, M. Głodek, Zamek Książąt Pomorskich, 2019; Zygmunt Boras, „Książęta Pomorza Zachodniego”, Wydawnictwo Poznańskie, 1978; lubinus.pl; pomeranica.pl;  zamek.szczecin.pl

 
5( 138)
Wrzesień'20
gajda