Właściwie, dlaczego się martwić?

Autor

Anna Ołów – Wachowicz

Z miejsca mogę podać kilkanaście powodów na jednym wdechu, a ta mała Dulska ukryta w mojej głowie podaje mi ich przed snem kilkadziesiąt. W pakiecie, jakiego by się żaden operator sieci komórkowej nie powstydził. Wszystko tam jest.  

Kiedyś przed snem wyobrażałam sobie niepohamowanie przyjemne cuda i nic mnie nie powstrzymywało: ani świadomość stanu konta osobistego, ani pamięć o budziku nastawionym na szóstą piętnaście. Nic. Byłam charakteryzatorką Johnny’ego Deppa  i menadżerką Paula Newmana. Za Brada Pitta nawet wyszłam. 

A teraz kładę głowę na pościel z lnu (bo żeby zdrowo, przecież to wszystko teraz tak szkodzi), a w mojej świadomości pyk! Przełącznik uruchamia karuzelę. Nawet jak zaczynam od tego Brada Pitta, bo wciąż się chłopak świetnie trzyma, to w nastrój wkrada się jakaś ciekawa katastrofa. Potem katastrofy łączą się w pary, a na koniec tańczą razem polkę galopkę z figurami. Bo to nie są takie zwykłe katastrofy. To są prawdziwe katastrofy z czapy.

Np. Brad Pitt przychodzi właśnie do mnie i oznajmia mi, że zostało mu jeszcze trochę butów po Angelinie i one są akurat rozmiaru 38, więc, po co dobrego Blahnika wyrzucać, kiedy ja świetnie mogę zagospodarować. Dla biednych w Kenii, czy tam dla siebie. Więc ja idę za nim ratować te buty i stop! Czy w ogóle w domu drzwi wejściowe na noc zamknięte? Czy ja zamykałam? Dlaczego ja nie pamiętam, czy to nie może kiedyś oznaczać Alzheimera?

I tak zaczyna się zawsze. 

Przypominam sobie zaraz, że ostatnio było włamanie u sąsiadów i to w nocy. I że nie wstawiłam białego prania. Że przecież jak wejdą, to najszybciej przez kuchnię, a wtedy ukradną mój garnek na raty i ja znowu będę musiała gotować analogowo. A jeszcze nie jest spłacony. Koszuli na rano nie mam, bo się nie pierze. A w ogóle to na Białorusi niewesoło, matka miała ostatnio taki wysoki cukier i nie wiadomo czy dzieci do szkoły będą normalnie chodziły, kiedy pozwolić córce na założenie Instagrama, Budleja mi się kładzie, trzeba podeprzeć, a ta niebieska sukienka to jednak nie jest dobry zakup, bo wygląda jak torba z Ikei, a kiedy wreszcie tę Ikeę zbudują! No i czy ja mam jeszcze cztery książki Gochy i jedną Anety, czy oddałam?  To się w ogóle nie chce zatrzymać, dopóki nie osadzi mnie w miejscu uświadomienie sobie, że Angelina Jolie, tak w ogóle, ma rozmiar buta 40, więc dobranoc.

Rano nocne strachy są dokładnie tym czym były od początku – niepotrzebnym martwieniem się na zapas. Macham na nie ręką, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że gena nie wydłubię. Moja mama i babcia również były świetne w te klocki i umiały martwić się, że ho ho. One by umiały znaleźć pęknięcie w złotym pałacu Midasa i zmartwić się, że się zaczyna walić. A jak potrafi się martwić moja ciotka! 

Jestem więc godną następczynią tradycji, bo zanim napisałam ten felietonik, pomartwiłam się chwilę, czy aby na pewno umiem go napisać. I jeszcze trochę o to, czy mam o czym napisać. 

Ale wiem, że sama nie jestem, bo niech pierwszy rzuci kamieniem taki, co się nie martwi! To jest nasz potencjał narodowy, nam obce jest hakuna matata, my się martwić musimy.  Tak że… jesień u progu, Covid ma się doskonale, pięknie się wypasł na krajowych wakacjach. 

Jeszcze będzie się o co martwić!

5( 138)
Wrzesień'20