Za górami, za lasami… obok nas

Życie to bajka – trochę piękna, trochę straszna. Nie zawsze kończąca się szczęśliwie, ale zazwyczaj z morałem. Niezależnie czy będzie to lukier spod znaku Disneya, przewrotny mrok Braci Grimm, czy pouczająca opowieść Andersena, szukamy w tych historiach odpowiedzi na frapujące nas pytania, często odbijamy się w nich jak w lustrze, próbujemy z nich przemycić do naszego życia odrobinę magii.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Święta zainspirowały nas by powrócić do kilku opowieści, tych, które kojarzą się nam z Bożym Narodzeniem. Kiedy się im bliżej przyjrzeliśmy, okazało się, że są aktualne nie tylko w kontekście samych świąt. Główni bohaterowie nie są idealni, ich historie nie zawsze kończą się dobrze. To, co ich spotyka niekoniecznie jest bajkowe. Te historie dotykają rzeczywistości bardziej niż by się nam wydawało.

Władza samotności

Królowa Śniegu z bajki Hansa Christiana Andersena, piękna władczyni lodowej krainy, której obce są jakiekolwiek ciepłe uczucia, zwabiła podstępem do swego pałacu Kaja i zamieniła go z dobrego w pozbawionego uczuć chłopca. To tak naprawdę samotna i wyłącznie skupiona na sobie kobieta. Królową Śniegu pragnie być wielu z nas, nie zważając na to, że jest to tylko zgubne złudzenie. Współczesną władczynią zimnej krainy mogłaby być zapatrzona w siebie robiąca sobie setki selfie osoba. Sprzedaje w ten sposób, choć może idealny, ale nieprawdziwy wizerunek własnej osoby, za którym jak Kay pragniemy podążać. Ta bajka ma szczęśliwe zakończenie, bo Kaya ratuje przed nim samym jego przyjaciółka Gerda, a o złej i egocentrycznej Królowej wszyscy zapominają.

Dla nas w postać Królowej Śniegu wcieliła się aktorka Teatru Polskiego, piękna i zimna (tylko z urody) blondynka Adrianna Szymańska. –  O Królowej Śniegu można powiedzieć, że to zwyczajna sucz – śmieje się aktorka. – Zła, egocentryczna i wyniosła, przy okazji ogromnie samotna. Jest przez to bardzo intrygującą postacią. Uwielbiam na scenie odtwarzać złożonych, niekoniecznie dobrych bohaterów. Są ciekawsi, są dla aktora wyzwaniem. Sama baśń Andersena nie jest moją ulubioną. Z jednej strony uwielbiam przesłodzone, kolorowe bajki Disneya, z całym blichtrem i musicalową otoczką. Z drugiej zaś pociąga mnie mrok, jestem wielbicielką horrorów. Królowa Śniegu jest trochę przerażająca, ale też bardzo pociągająca.

Szczęście na wycenie

 „Opowieść Wigilijna” Karola Dickensa to kolejna, kojarząca się ze świętami historia, której akcja zresztą rozgrywa się w tym czasie. Główny bohater Ebenezer Scrooge jest kupcem, mającym dar pomnażania pieniędzy. Niestety prywatnie to człowiek złośliwy, nieprzystępny, gardzący biedniejszymi od siebie. Do tego ogromny skąpiec, który oszczędza nawet na jedzeniu. Lubi tylko pieniądze, i uwielbia je mieć nie dzieląc się nimi, nawet z najbliższymi. Ten zły człowiek otrzymuje szansę na zmianę i nawrócenie, jednak dzieje się to pod silną presją – nawiedzają go w Wigilię duchy. 

– „Opowieść wigilijna” pokazuje wprost co daje człowieku pieniądz. Nie daje nic – stwierdza Michał Janicki, nasz sesyjny Scrooge, aktor Teatru Polskiego i dyrektor Teatru Kameralnego. – Pieniędzy i wszelkich materialnych bogactw nie zabierzemy ze sobą do grobu. Ta historia pokazuje, że pieniądze same w sobie szczęścia nie dają.

W interpretacji Michała Janickiego bohater Dickensa to współczesny bogacz, wyrachowany biznesmen, trochę oligarcha, trochę gangster, liczący wyłącznie pieniądze, przekładając ich wartość nad ludzi. – Na szczęście wśród tych współczesnych Scroogów znajdują się też ludzie zamożni, którzy chętnie dzielą się swoimi dobrami. Jak mecenasi sztuki, którzy wspierają artystów, ludzi teatru. Mamy kilka takich postaci w Szczecinie – mówi Michał Janicki. – Ja na szczęście wyniosłem z domu inne wartości niż bohater Dickensa. Mój ojciec był idealistą, a nie materialistą. Sam mam raczej zacięcie do zbieractwa. Jeśli mam pieniądze to je wydaję, a nie gromadzę. Pamiętam jak kiedyś w Trójmieście zostałem okradziony. Zniknęło mi 1000 zł. I co? Czy byłem tym mocno poruszany? Bardziej zależało mi na walkmanie wartym jakieś może 300 zł, który też tam był, niż na tych pieniądzach. I na kasecie z muzyką, która się w nim znajdowała. Odzyskanie go przyćmiło stratę.
To pokazuje mój stosunek do bycia Scroogem. Takie historie jak ta należy czytać najmłodszym. Mi bajki czytał ojciec, mojemu wnukowi jego babcia: moja żona Zosia. To mądre i świetnie napisane historie.

Orzech do zgryzienia

Dziadek do orzechów – tytułowy bohater opowiadania E.T.A. Hoffmanna, choć w historii tej jest Księciem, który za karę zostaje zamieniony w figurkę do rozłupywania orzechów, nie jest negatywną postacią. To pechowy młodzieniec, który próbował zdobyć serce księżniczki i jej pomóc. Po przemianie Księżniczka nie jest nim już zainteresowana. Dziadka odczarowuje dopiero inna dziewczyna, która docenia jego poświęcenie. W naszej interpretacji Dziadek do orzechów pomimo przemiany nie zachowuje swojej szlachetności, tylko po tym co go spotkało, popada powoli w szaleństwo. Prywatne niepowadzenia rekompensuje wręcz morderczą pracą. Woli rozłupywać przysłowiowe orzechy niż cokolwiek innego. Jest takim trochę współczesnym korpo-ludkiem. Jego rolę zagrał Olek Różanek, raczej przeciwieństwo naszego dziadka, muzyk, aktor, organizator. – Akurat „Dziadek do orzechów” nie jest moją ulubioną bajką. Od dzieciństwa zawsze nią były „Nowe szaty króla” Andersena – wyznaje Olek. – Ta bajka jest bardzo aktualna, nawet bardziej niż kiedykolwiek. Jak popatrzymy na ludzi wokół, a szczególnie na ludzi u władzy to okazuje się, że król jest okrutnie nagi. Spodobała mi się propozycja wcielenia się w postać Dziadka do orzechów i taka jego szalona interpretacja. Aktorstwo jest pociągające, podoba mi się, odnajduje się w tym. Bajki to dobra literatura, w dzieciństwie czytała mi mama. Sam też po nie sięgałem. Są nadal aktualne, dużo o nas mówią.

Więcej ciepła

Andersen w swoim dorobku miał poza epicką „Królową Śniegu” także kameralne, melancholijne historie. W dzieciństwie jego bajki na dobranoc czytał mi ojciec. To była bodajże najbardziej wymięta, zużyta książka z mojej dziecięcej biblioteczki. Wśród baśni Andersena znalazła się jedna, która mną tak poruszyła, że zabroniłam ojcu ją ponownie czytać. To była „Dziewczynka z zapałkami”, która wycisnęła ze mnie litry łez. I nawet pomimo tłumaczeń ojca, że nie jest to prawdziwa historia, poczułam ogromną niesprawiedliwość jaka spotkała moją wtedy równolatkę.

Jej historia jest chyba najdobitniejszym zaprzeczeniem hasła, że życie to bajka, chyba, że okrutna i niesprawiedliwa. Bohaterka tej skromnej historii jest dzieckiem próbującym sprzedać zapałki na ulicy. Jest bardzo biedna, jest sierotą a rzecz rozgrywa się zimą. Nikt z przechodzących dorosłych nie zwraca na nią uwagi. Ona żeby jakoś się ogrzać wypala zapałki i wyobraża sobie lepsze życie, którego częścią są szczęśliwe święta Bożego Narodzenia i nieżyjąca babcia za którą bardzo tęskni. Dziewczynka na końcu umiera i dopiero wtedy zwraca uwagę przechodniów. Opowieść ta mówi o czymś uniwersalnym, czego nam współczesnym bardzo brakuje: o potrzebie ciepła, wsparcia, szczególnie teraz w czasach gdzie się od siebie wręcz odwracamy. Z drugiej strony ta smutna historia ma pozytywny aspekt: ucieczka w świat fantazji nawet śmierć, która ma być początkiem nowego, ratują naszą bohaterkę. Na szczęście Oliwia, modelka, która zagrała przed obiektywem Dziewczynkę ma ciepły dom i kochających ją rodziców. 

Bajki, które ich autorzy tworzyli były głównie przeznaczone dla dzieci, choć ich mądrość jest także zrozumiała dla dorosłych. Powinniśmy częściej do nich wracać, nie tylko w świąteczny czas, czytając je na dobranoc najmłodszym. Te historie przypominają nam o tym, co w życiu jest i powinno być najważniejsze. Także podczas świąt czy je spędzamy w tradycyjny sposób, czy po prostu jak chcemy.

 

stylizacja, wizaż i produkcja sesji: Maja Holcman-Lasota 

modele: Adrianna Szymańska, Michał Janicki, Olek Różanek, Oliwia Pawlak

 
12( 133)
Grudzień'19
gajda